Jest trzecia rano, godzina wilka, w której według statystyk najczęściej umierają ludzie i rodzą się najgorsze kłamstwa. W Warszawie 2026 roku nie ma już jednak ciszy; jest tylko błękitny, trupi blask smartfonów, w których mielimy naszą zbiorową paranoję. Jakub Żulczyk w swojej powieści Kandydat nie stworzył fikcji literackiej – on sporządził inwentarz naszych narodowych lęków, a potem zamknął nas w nich na klucz. Dziś, patrząc na usztywnioną sylwetkę prezydenta Karola Nawrockiego i słuchając echa historycznych dzwonów, trudno odpędzić myśl, że ktoś tu realizuje scenariusz napisany brudnym markerem na marginesie politycznego thrillera. Bo w świecie, gdzie „pustka w środku” jest najbardziej pożądaną cechą lidera, przestajemy pytać, kto rządzi państwem. Zaczynamy pytać, kto tak naprawdę trzyma pióro, którym dopisywane są kolejne rozdziały naszej dusznej, polskiej nocy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz