Wyobraź sobie, że budzisz się 1 stycznia 2031 roku. Nie jesteś już felietonistką komentującą chaos – jesteś obywatelem kraju, w którym instytucje działają, a odpowiedzialność ma realne konsekwencje. Patrząc wstecz na „Rok sprawdzianów” (2025), dostrzegasz, że to właśnie wtedy, w gęstej mgle niepewności, którą utrwaliły obrazy tamtej zimy – sylwetki we mgle, puste place, flagi targane wiatrem – wykuwał się fundament dzisiejszego spokoju. To nie spektakularne czystki uratowały system, lecz mozolna przebudowa nawyków władzy i społeczeństwa.
I. Procedury zamiast twarzy: koniec polityki „na skróty”
W międzyczasie dokonano najważniejszej zmiany: przebudowano mechanizmy, a nie tylko personalia. Zrozumiano, że szybkość działania w polityce, choć często niezbędna, nie może zastępować procedur, a „wyjątek” nie może stać się nową regułą rządzenia.
W latach 2025–2028 polskie instytucje przeszły proces radykalnej sanacji opartej na trzech filarach:
Jawność bez progów: wprowadzenie pełnej transparentności zamówień publicznych i centralnych rejestrów interesów zredukowało ryzyko korupcji systemowej.
Rotacja i apolityczność: instytucje kontrolne zostały odcięte od doraźnych interesów partyjnych poprzez sztywne kadencje i przejrzyste konkursy, co przywróciło im funkcję „bezpieczników” demokracji.
Ochrona sądowa: wzmocnienie niezależności sędziowskiej sprawiło, że prawo przestało być „instrumentarium” władzy wykonawczej, stając się realną barierą dla arbitralnych decyzji.
Zjawisko to potwierdziło przestrogi Alexisa de Tocqueville’a o „łagodnym despotyzmie”. Ocaliliśmy wolność, bo przestaliśmy pozwalać na jej odbieranie w „sprawach małej wagi” — w drobnych, administracyjnych ułatwieniach, które z czasem budowały uśpione podporządkowanie.