Są w ojczyźnie rachunki krzywd, są i momenty próby honoru i poświęcenia. Ktoś do cholery, w tej dramatycznej sytuacji, musi się dla Polski poświęcić. Bobas z Białego Domu chce Nobla. Ale te nie są w naszym rozdzielniku, ale coś mu dać musimy skoro ma się uspokoić.
Niestety bobas zamiast grać na fortepianie gra tylko na nerwach. Dalibyśmy mu specjalną Nagrodę Chopinowską i mielibyśmy go z głowy. To może filmowe Orły Albo Lwy. Jak nie to telewizyjna Telekamera. Może nagroda Nike za wybitnie napisane wystąpienia z refrenem ja, ja, ja, ja, ja, albo ostatecznie As Empiku. Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna nagroda, ale order uśmiechu dla pedofila to by już była przesada. Tak czy owak ktoś poświęcić się musi.
Imperia nie raz wchodziły w fazę schyłku i upadały, ale może pierwszy raz w historii imperium wchodzi w fazę zdziecinnienia. Zdemenciały bobas podobno nosi pieluchę, ale nawet jeśli nie, to w sensie intelektualnym i mentalnym nosić powinien.
Pal diabli bobasa i zdziecinniałe imperium. Mnie bardziej interesuje czy wydorośleć potrafią Polska i Polacy i wreszcie potrafią wyleczyć się z kompleksu wujka w Ameryce, który robi na azbeście lub „na domkach”, na drabinie społecznej jest blisko dna, po angielsku mimo 30 lat w Ameryce mówi tylko odrobinę lepiej niż Duda, ale zgrywa pana, bo chrześniakowi odpali na komunię 50 dolców. Paradoksalnie to właśnie tacy polscy wujowie w kilku stanach środkowego Zachodu wybrali Ameryce Trumpa, czyli narobili w gościach syfu i obory.
Ale mniejsza z wujami. Czy my tu jesteśmy w stanie wydorośleć i pozbyć się głupawego, infantylnego kompleksu Ameryki, która zwykle traktowała nas z buta i per noga, ale nie była Związkiem Sowieckim ani Rosją, więc można się w niej było zakochać. Oto jest pytanie.
W tym dziele doroślenia mamy prawdziwych sojuszników. Najwięksi to Trump i jego ambasador w Warszawie Rose, którzy demolują pozytywny stosunek Polaków do Ameryki w takim samym tempie i z tą samą skutecznością z jaką Jędraszewski z Rydzykiem demolują pozytywny stosunek Polaków do Kościoła.
Jednym i drugim pomagają dzielnie PiS-owcy, którzy tak jak zinstrumentalizowali sobie Kościół i religię, tak instrumentalizują stosunki z Ameryką i Waszyngtonem. Wszystko, jak zawsze, dla własnego politycznego zysku, dla którego zawsze byli w stanie zgnoić wszystkich i wszystko. A że czego się tkną zamienia się w gówno, urobek mają niezwykle śmierdzący.
PiS-owcom pomylił się patriotyzm z kundlizmem, lojalność z lokajstwem, a niemożność z uniżonością. I zachowują się bardziej obrzydliwie niż towarzysze z PZPR latający do sowieckiej ambasady.
Obrzydliwe jak tarzają się przed Trumpem i Rosem, bo skoro naród już ich nie chce, to może wielki brat z Ameryki im pomoże. Towarzysze z KC też tak myśleli o sowietach. Mieli w sobie chyba jednak więcej godności i asertywności. Kundlizm PiS-owców jest bowiem absolutny i bezgraniczny.
O krajach które mu się nie podobają, Trump publicznie mówi shithole countries, czyli zadupia czy zasrane dziury.
Patrząc na obecną Amerykę, na jej prezydenta i jej ambasadora w Polsce, mam ochotę powiedzieć „look who’s talking”. I kto to mówi. U nas przynajmniej ważnych gabinetów nie tatuują złotem i nie wieszają w nich swych zdjęć z Putinem, jak to mają w zwyczaju w niektórych „zasranych dziurach”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz