Tomasz Lis – Granice Andrzeja Poczobuta, 12.05.2026

 

Andrzej Poczobut na Białorusi ma pecha, że jest obywatelem Białorusi, w Polsce zaś ma szczęście, że jest Polakiem. Na Białorusi mógł za bycie Polakiem umrzeć, a w Polsce za to samo został bohaterem. Obawiam się jednak, że gdyby był obywatelem Polski, to za równie pryncypialną postawę byłby przez wielu u nas potępiany, a nawet niszczony. Jego jednoznaczna postawa zbyt wielu osobom niszczyłaby komfort psychiczny.

W sobotę 2 maja kilka razy ktoś dzwonił do mnie z nieznanego numeru. Nie odebrałem, bo nie lubię gdy ktoś dzwoni w weekendy, a do tego nigdy nie odbieram, gdy wyświetla mi się nieznany numer. Dopiero po kilku godzinach kolega poinformował mnie, że próbuje się do mnie dodzwonić Andrzej Poczobut. Oczywiście oddzwoniłem wcześniej układając sobie litanię – jak bardzo go szanuję i podziwiam, jak cieszę się, że odzyskał wolność i jak bardzo mu życzę, żeby odzyskał też zdrowie i formę. Byłem bardzo zakłopotany, gdy Andrzej odpowiedział własną litanią podziękowań za wieloletnie wsparcie. Powiedziałem mu oczywiście, że nie ma za co, że wspieranie go było odruchem, że dziennikarze, jak gęsi kapitolińskie, nawet w poczuciu bezradności mogą zawsze krzyczeć i protestować i ostrzegać.

Następnego dnia niektórzy mieli pretensje do Poczobuta za to, że odebrał od Karola Nawrockiego Order Orła Białego. Poczobut nie pytał mnie oczywiście, bo i po co miałby to robić, czy ma order odebrać. Gdyby zapytał, odpowiedziałbym, że oczywiście. Kibicowała mu Polska, uwolniła go Polska i Polska wyrażała mu wdzięczność. Kto akurat jest prezydentem nie jest istotne

Gdyby Andrzeja Poczobuta nie było, należałoby go wymyślić. W epoce upadku mediów i dziennikarstwa swoim przykładem pokazał, że prawdziwym sensem dziennikarstwa nie są kliki, lajki i zyski, ale obrona wartości. Gdy odbierając order mówił o bohaterach AK nie prezentował fałszywej skromności. Dawał tylko wykład o skali wyznawanych przez siebie wartości.

„W nieprzyzwoitych czasach staram się po prostu zachować przyzwoicie”, powiedział Andrzej. Dramat polega na tym, że ten nieprzyzwoity czas niekoniecznie potrzebuje bohaterstwa, uczciwości i poświęcenia. Dla zbyt wielu ludzi stanowią one wyrzut sumienia. Nasz czas potrzebuje często głównie tchórzy, oportunistów i konformistów. Ten współczesny świat dla Poczobutów tego świata jest często większym zagrożeniem niż dla samego Poczobuta Łukaszenka. Nie wykluczam, że gdyby sytuacja w Polsce zrobiła się dramatyczna, wielu noszących teraz Poczobuta na rękach wzięłoby go pod obcasy. Im taki punkt odniesienia, że są wartości, że są ludzie tak odważni, by poświecić dla nich wszystko, nie byłby potrzebny. Lustereczko jest fajne, gdy mówi „jesteś najpiękniejszy na świecie”, ale staje się największym wrogiem, gdy widać w nim własną nicość. Jest więc wielce prawdopodobne, że Poczobut usłyszałby, iż stracił obiektywizm, opowiedział się po jednej stronie i przesadnie się zaangażował. Dokładnie to słyszeli o sobie ci, którzy za poprzedniej władzy protestowali przeciw jej działaniach.

Andrzej Poczobut jest prawdziwym bohaterem, więc nie musi bohatera udawać. Jest szczery, skromny, bezpretensjonalny i prostolinijny. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że jest prostoduszny. Andrzej Poczobut jest w sensie metaforycznym po prostu czysty. I jasny. Trochę przypomina mi sędziego Igora Tuleję. Powściągliwy, spokojny i cichy. Żadnych zamaszystych gestów i słów, żadnego podnoszenia głosu. Cicha godność. I dlatego tak się cieszę z tego orderu. Poczobut dostający order to znak, że są wartości, że jest cnota. Jest więc ten order brutalnym oskarżeniem grzechu, występku, oportunizmu, tchórzostwa, cynizmu i draństwa. Po prostu bohater. Na szczęście nie każdy musi być Poczobutem i bohaterem. Ale dobrze takiego Andrzeja na świecie mieć. Jak powiedział George Bernard Shaw ” ideały są jak gwiazdy, nie można ich dotknąć, ale pozwalają się orientować”. W tle uwolnienia Andrzeja i historii z jego orderem trwa cicha dyskusja, co powinien zrobić teraz. Wielu nawet dobrze mu życzących ma nadzieję, że Andrzej nie będzie chciał wracać na Białoruś. Może rzeczywiście lepiej nie testować granic dobroci Łukaszenki. Dyktator może przecież powiedzieć – „dałem ci szansę, postanowiłeś skusić los jeszcze raz, to twój problem”. Ja Poczobutowi doradzać nie będę także dlatego, że mojej rady zupełnie on nie potrzebuje. W rozmowie powiedziałem mu, że wolny człowiek Andrzej Poczobut ma święte prawo dokonać wolnego wyboru i zrobić to co czuje. Andrzej powiedział już, że chyba wolałby wrócić. „W końcu Mandela siedział dłużej”, powiedział. Ja Andrzejowi ponad dwóch dekad za kratkami nie życzę, tym bardziej, że nie każdy Mandela ma szczęście w końcu wyjść na wolność. Nie będę mu więc nic radził. Wolę mu się po prostu nisko ukłonić i powiedzieć „dziękuję, że jesteś chłopie”. Oby świat na ciebie zasłużył”.

Felieton Tomasza Lisa >>>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz