Tomasz Lis - DOBROGANG, 04.05.2026

 

Wielkie rzeczy i wielkie chwile wymagają nie tylko świetnych pomysłów, pasji i determinacji, które pozwalają osiągnąć sukces, ale też ludzi mądrych i ludzi z charakterem, by sukces oraz moment unieść wszystkiego nie psując. Gdy wszystko zagra jak należy, mamy historię jak z Łatwogangiem i Cancer Fighters. Sukces oraz o jego odpowiednią oprawę i aurę.

Zapomniany już w dużym stopniu bardzo dobry zespół muzyczny „2+1” miał kiedyś przebój zaczynający się od słów: „To co się da, podziel na dwa, bez namysłu dziel”. Niestety niektórzy ludzie w Polsce uznali to za swoje motto. Ale to co pasuje w tekście piosenki nie zawsze jest dobrą receptą na życie. Politycy jednak dzielili, to co się da, to czego się nie da i to czego absolutnie nie można. Najczęściej nie wpadają na pomysł, że zamiast dzielić ludzi lepiej obdzielać ludzi. Dobrem.

Jak to się teraz mówi „hype” na akcję Łatwoganga trochę mnie ominął, bo poza transmisjami z meczów sportowych telewizji staram się nie oglądać. Zrozumiałem jednak co się dzieje, gdy syn znajomych powiedział mi, że przekazał na akcję swoje kieszonkowe i nalegał, żebym dokonał jak najwyższej wpłaty. Brzmiało to wszystko pięknie, ale gdy usłyszałem o akcji Łatwoganga, zadałem sobie pytanie kiedy jego i Owsiaka zaczną na siebie napuszczać i w którym momencie popchną ich w stronę antagonizmu. Tym bardziej, że niektórzy od razu ustawili go jako anty-Owsiaka, kontr-Owsiaka, antytezę Owsiaka, alternatywę dla Owsiaka lub neo-Owsiaka. I tu wielki sukces, i Łatwoganga i Jurka, nie tak wielki oczywiście jak sama zebrana suma, ale znaczący. Nie wpadli w zasadzkę. Łatwogang odepchnął polityków na wielki dystans, rozumiejąc, że będą tacy, którzy spróbują się pod jego akcję podczepić. Nie dał się też napuścić na Owsiaka, doskonale wiedząc, że wielu tylko ma to czeka. Jurek też zrozumiał, że wielu tylko czeka aż strzeli focha, okaże brak klasy, zafunduje Łatwogangowi afront, a przynajmniej chłód. Nic podobnego. Docenił, pochwalił, pogratulował, życzył konsekwencji i przyznał, że pewnych rzeczy musi się od Łatwoganga uczyć. Więcej niż dyplomatyczna grzeczność i kurtuazja. Życzliwość.

Łatwogang czuł, że będą politycy, którzy zechcą go wykorzystać. Nie zgodził się na to. Podkreślał, że nie idzie o niego, a jedynymi bohaterami są walczące z nowotworem dzieci, ich rodzice oraz lekarze i pielęgniarki, które ich dzieli leczą. Pokazał klasę i wyczucie, które nie są produktem polerujących wizerunek agencji PR-owskich, ale echem jego naturalnej mądrości i skromności. Jurek i Łatwogang to różne epoki, pokolenia, także różne ery medialnej technologii. Ale przy wszystkich różnicach paradoksalnie Łatwogang i jego akcja to dzieci Jurka. To Jurek pokazał Polakom sens zbierania. To on nauczył Polaków dawania i czerpania z tego radości. Bez Jurka imponującego sukcesu Łatwoganga po prostu by nie było. I Jurek i Łatwogang i większość Polaków rozumieją, że dobro może się sumować z innym dobrem, że nie musi z nim rywalizować, a tym bardziej wykluczać. Że potrzebujące dzieci wymagają nie infantylnej rywalizacji, ale dorosłości animatorów dwóch wielkich akcji.

Można analizować co ich pomysły dzieli, ale lepiej analizować to, co te akcje łączy: pomysł, entuzjazm, pasja, dobra energia i cel.

W Polsce jest miejsce dla obu, i jest pole do popisu dla obu, są też miliony ludzi gotowych zagwarantować sukces im obu. Dwa dni dobra w naszym podzielonym na co dzień kraju, to aż dwa razy więcej niż jeden dzień, czyli błyskawiczny skok o 100%.

Polska nie potrzebuje sztucznej jedności i kiczu pojednania. Front Jedności Narodu już tu w minionym ustroju był. Polska potrzebuje jednak przestrzeni wzajemnego szacunku, dobrej energii i życzliwości. Jeśli trzeba wbrew politykom, mimo polityków lub obok polityków. Niech się kłócą codziennie. My nie musimy. Zasługujemy na więcej, i stać nas na więcej. Właśnie to zobaczyliśmy, właśnie tego doświadczyliśmy, właśnie sami tego dokonaliśmy.

Posłance szczującej przy okazji Łatwoganga na Owsiaka, która wcześniej zasłynęła z tego, że przy głosowaniu w sprawie przeznaczenia miliardów nie na onkologię dziecięca na telewizję nienawiści, pokazała Polakom środkowy palec, możemy śmiało powiedzieć, żeby sobie ten palec wsadziła w oko. Albo gdzie indziej. My patrzymy dalej, widzimy więcej, chcemy więcej i stać nas na więcej.

Cancer Fighters mogą tez być hatefighers, walczącymi z nowotworem braku szacunku i rakiem nienawiści.

A propos grupy „2+1”, zamiast „To co się da podziel na dwa” proponuję, wrócić do tego, czego w szkołach uczą nas wszystkich. A nie uczą nas tabliczki dzielenia, ale tabliczki mnożenia.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz