Raca zamiast serca - autorstwa L4RIO_ButterflyEffect z blogu myDemokracja_online, 10.01.2026
Polska w styczniu ma dwie twarze. Jedna jest uśmiechnięta, zmarznięta i trzyma w ręku puszkę z czerwonym serduszkiem. Druga ma twarz osłoniętą szalikiem, trzyma racę i maszeruje w zwartym szyku pod jasnogórski szczyt. Największym dramatem współczesnej Polski nie jest jednak to, że te dwa światy istnieją obok siebie, ale to, że urzędujący Prezydent RP, Karol Nawrocki, tak wyraźnie wskazał, w którym z nich czuje się u siebie. Dzisiaj na Jasnej Górze głowa państwa wygłasza orędzie do „patriotycznej młodzieży” stadionowej, poświęcając barwy klubowe w dymie rac i wielkich słów. W tym samym czasie miliony Polaków szykują się do największego święta solidarności, jakim jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, ale w Pałacu Prezydenckim zapanował nagły chłód.

Ten kontrast kłuje w oczy tym mocniej, gdy spojrzymy na drugą stronę politycznej sceny. Premier Donald Tusk i jego ministrowie wystawiają na licytacje swoje pióra, kolacje czy pamiątki, budując realny pomost między administracją a społeczeństwem obywatelskim. Tymczasem, Kancelaria Prezydenta o wsparciu WOŚP milczy, kwitując pytania o dary na licytację krótkim: „to nie jest informacja publiczna”. Czyj jest ten styczeń? Czy to jeszcze Pałac wszystkich Polaków, czy już tylko honorowa loża jednej frakcji? Na co tak naprawdę czeka Karol Nawrocki? Czy to paraliż decyzyjny, czy może cyniczne wyczekiwanie na instrukcje z Nowogrodzkiej? Wygląda na to, że w Pałacu trwa właśnie chłodna kalkulacja sondażowa. Urzędnicy sprawdzają, czy bardziej opłaca się zignorować miliony wolontariuszy, by przypodobać się twardemu elektoratowi, czy jednak w ostatniej chwili rzucić symboliczny ochłap, by uniknąć wizerunkowej katastrofy w centrum. To smutne, że pomoc charytatywna w wydaniu prezydenckim przestała być odruchem etycznym, a stała się pozycją w tabelce Excela, którą zatwierdza się po analizie rankingów poparcia.
Ta hipokryzja jest szczególnie jaskrawa, gdy przypomnimy sobie grudniowy „szczyt medyczny” zorganizowany przez prezydenta. W blasku fleszy Nawrocki wymachiwał teczkami, punktując rzekomą nieudolność rządu w ochronie zdrowia i kreując się na jedynego obrońcę pacjentów. Gdzie podziała się ta troska dzisiaj? Dlaczego znika dokładnie w momencie, gdy na horyzoncie pojawia się czerwone serduszko? To pokazuje, że dla ośrodka prezydenckiego polskie szpitale to jedynie poligon do budowania wizerunku „anty-Tuska”, a nie miejsce, gdzie realnie liczy się każdy nowy rezonans czy inkubator. W tej strategii patriotyzm ma bardzo wąską definicję – kończy się tam, gdzie trzeba uścisnąć dłoń wolontariuszowi z kolorowym irokezem, a zaczyna tam, gdzie stadionowa kominiarka daje złudne poczucie siły.
Socjolodzy od dawna ostrzegają przed budowaniem tożsamości na wykluczeniu, ale prezydent Nawrocki zdaje się tym nie przejmować. Wybiera estetykę walki i stadionowego radykalizmu, bo pomoc oddolna jest dla niego zbyt demokratyczna. Sprzęt zakupiony przez WOŚP nie sprawdza legitymacji partyjnej pacjenta, a na stadionie, który tak kocha prezydent, podziały są fundamentem istnienia. Można organizować dziesiątki „szczytów” i debat o wartościach, ale jeśli głowa państwa boi się wesprzeć akcję, która od trzech dekad łata dziury w systemie, to znaczy, że w tej walce o Polskę zapomniano o Polaku. Polska zjednoczona przy inkubatorze zawsze będzie silniejsza niż ta podzielona pod stadionowym transparentem. Historia już wielokrotnie pokazała, że to społeczeństwo obywatelskie, a nie partyjne pałace, daje nam prawdziwą gwarancję bezpieczeństwa. Na końcu tej politycznej licytacji nikt nie zapyta o sondaże Karola Nawrockiego, ale o to, czy w krytycznym momencie aparat, za który wszyscy płacimy, po prostu zadziałał. Szkoda, że w Pałacu tej prostej lekcji patriotyzmu wciąż nikt nie chce odrobić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz