Dobro na celowniku… O polaryzacji, która nie leczy (myDemokracja_online), 06.01.2026


Dobro na celowniku…

O polaryzacji, która nie leczy.

LEAD: Podczas gdy miliony Polaków jednoczą się wokół czerwonego serduszka, machina propagandowa Pałacu Prezydenckiego i prawicowych mediów rusza do kolejnej ofensywy. W świecie prezydenta Karola Nawrockiego pomoc charytatywna przestała być odruchem serca, a stała się polem bitwy o rząd dusz. Czy w państwie, w którym populistyczne slogany mają zastąpić systemowe wsparcie medycyny, jest jeszcze miejsce na bezinteresowność? Oto felieton ujawniający mechanizm, w którym nagonka na WOŚP służy nie tylko dyskredytacji Jerzego Owsiaka, ale przede wszystkim maskowaniu indolencji tych, którzy realnie powinni dbać o nasze zdrowie.

Inkwizycja zamiast wdzięczności

Kiedy styczeń mrozi Polskę, tradycyjnie na ulice wyjeżdża „najpiękniejsza orkiestra świata”. Jednak w tym roku zamiast wzajemnego wsparcia, mamy festiwal pogardy. Prawicowe media, z błogosławieństwem płynącym z najwyższych urzędów państwowych, prześcigają się w tropieniu „ideologicznych zagrożeń”. Prezydent Nawrocki, kreujący się na arbitra moralności, sugeruje, że wspieranie WOŚP to akt opowiedzenia się przeciwko Polsce tradycyjnej.

To niebezpieczna retoryka, która dzieli naród przy samym łóżku chorego dziecka. Sprzęt z serduszkiem nie ma poglądów – respirator nie pyta o orientację seksualną, a inkubator nie sprawdza, na kogo głosowali rodzice noworodka. Atakowanie tej inicjatywy to nie „merytoryczna krytyka”, to próba zniszczenia ostatniego bastionu autentycznej, oddolnej wspólnoty.

„Ich” pomoc, czyli fundacje widma

Populiści często grzmią: „Dlaczego wspieracie Owsiaka, skoro są inne, nasze fundacje?”. Sprawdźmy zatem, kogo promują politycy pokroju Nawrockiego. Zamiast przejrzystego systemu zakupów sprzętu medycznego, mamy do czynienia z siecią fundacji powiązanych z aparatem władzy.

Gdzie trafiają te „patriotyczne” środki?

Fundacje „Edukacyjne”: pieniądze, za które mogłyby kupić setki kardiomonitorów, płynęły szerokim strumieniem na „promocję postaw obywatelskich” i „walkę z ojkofobią”. To nic innego jak finansowanie własnego elektoratu z kieszeni podatnika.

Projekty-wydmuszki: podczas gdy WOŚP pokazuje faktury za każdy tomograf, „populistyczna dobroczynność” często kończy się na wystawnych galach, folderach reklamowych i billboardach, z których uśmiechają się politycy przecinający wstęgi w szpitalach… obok sprzętu kupionego przez WOŚP.

Caritas jako tarcza: ulubionym zabiegiem prawicy jest przeciwstawianie Orkiestry Caritasowi. To cyniczna gra – sama organizacja kościelna rzadko bierze udział w tych połajankach, wiedząc, że pomoc nie jest konkursem piękności. To politycy używają krzyża jako pałki na wolontariuszy z puszkami.

Paradoks populistycznej troski

Największym kłamstwem obecnej nagonki jest teza, że WOŚP „wyręcza państwo”, więc należy go zlikwidować. To szczyt hipokryzji. Państwo pod rządami poprzedniej ekipy systematycznie nie dofinansowywało onkologii czy psychiatrii dziecięcej, wydając jednocześnie miliardy na propagandę i nowe urzędy.

Prezydent Nawrocki mówi o „dumnej Polsce”, ale jaka to duma, gdy głowa państwa boi się starszego pana w czerwonych spodniach i młodzieży z naklejkami? Duma narodowa, która boi się wolontariusza z puszką, nie jest dumą — jest strachem przed społeczeństwem obywatelskim. Prawdziwa pomoc populistów kończy się tam, gdzie trzeba wziąć odpowiedzialność za konkretny wynik medyczny. Łatwiej jest zorganizować konferencję o „wartościach narodowych”, niż mierzyć się z kryzysem w służbie zdrowia, który WOŚP od lat stara się łagodzić.

Matematyka cynizmu: miliony na ideologię, grosze na życie

Aby zrozumieć skalę zjawiska, o którym mówi prezydent Nawrocki i jego otoczenie, musimy przestać patrzeć na słowa, a zacząć patrzeć na przelewy. Podczas gdy WOŚP rozlicza się z każdej złotówki wydanej na rezonanse czy tomografy, „pomoc” w wydaniu populistycznym była często kreatywną księgowością służącą umacnianiu władzy.

Spójrzmy na to zestawienie:

Fundusz Patriotyczny kontra Onkologia: w budżecie państwa, wspieranym przez poprzednią administrację, łatwiej było znaleźć kilkadziesiąt milionów na „instytuty myśli narodowej” czy „fundacje dbające o dobre imię”, niż na nowoczesne terapie genowe dla dzieci. To paradoks: państwo miało pieniądze na opłacenie armii trolli i „ekspertów” od nagonki, ale kiedy przyszło do zakupu pomp insulinowych, wówczas słyszeliśmy o „konieczności zaciskania pasa”.

Wille dla swoich: podczas, gdy wolontariusze marzli na ulicach, by zebrać środki na wyposażenie oddziałów geriatrycznych, opinia publiczna dowiadywała się o kolejnych programach typu „Willa plus”. Miliony płynęły do fundacji założonych „przed chwilą” przez znajomych polityków, które zamiast leczyć, kupowały nieruchomości. To ta „alternatywa”, o której nie wspomniał w swoim orędziu prezydent Nawrocki.

Propaganda za miliardy: nie zapominajmy o mediach, które są tubą nagonki. Koszt utrzymania machiny propagandowej, która przez 24 godziny na dobę sączy jad na Orkiestrę, wielokrotnie przewyższa roczne zbiórki fundacji Jerzego Owsiaka. Za pieniądze wydane na jeden rok funkcjonowania takich mediów moglibyśmy wymienić sprzęt diagnostyczny w co drugim szpitalu powiatowym w Polsce.

To jest prawdziwa twarz populizmu: dawanie „swoim” pod pozorem dbania o „naszych”. To pomoc selektywna, uznaniowa i głęboko niesprawiedliwa. Pomoc WOŚP jest demokratyczna – kupiony przez nią sprzęt nie sprawdza legitymacji partyjnej pacjenta. Pomoc populistów ma zawsze drugie dno: lojalność, ideologię i polityczny zysk.

Wojna polsko-polska przy inkubatorze

Nagonka, którą obserwujemy, ma jeden cel: rozmyć sukces społeczeństwa obywatelskiego. WOŚP jest żywym dowodem na to, że Polacy potrafią się zorganizować bez udziału partii i błogosławieństwa prezydenta. A to dla każdej władzy o zapędach autorytarnych jest śmiertelne zagrożenie.

Próba „rozgrzania wojny polsko-polskiej” w kontekście charytatywnym to moralne bankructwo. Każdy polityk, który dziś pluje na wolontariusza, powinien jutro mieć odwagę spojrzeć w oczy rodzicom, których dziecko żyje dzięki pompie infuzyjnej z serduszkiem. Ale odwagi tam nie znajdziemy – jest tylko kalkulacja polityczna i strach przed tym, że dobro może być apolityczne.

Wybór między sercem a cynizmem

Stajemy dziś przed wyborem, który wykracza poza wrzucenie monety do puszki. To wybór między Polską solidarną, oddolną i skuteczną, a Polską zbiurokratyzowaną, zawistną i podzieloną przez partyjne interesy. Nagonka, którą inspirują najwyższe urzędy w państwie, to nic innego jak próba ucieczki od odpowiedzialności. Łatwiej jest wskazać wroga w człowieku z serduszkiem na klapie, niż przyznać, że państwo pod rządami populistów zawiodło tam, gdzie życie obywatela było najbardziej zagrożone.

To nie jest spór o Jerzego Owsiaka. To jest spór o to, czy w Polsce wolno jeszcze robić coś dobrego bez legitymacji partyjnej.

WOŚP nie jest alternatywą dla państwa — jest jego wyrzutem sumienia. Przypomina, że tam, gdzie zabrakło odwagi, kompetencji i planu, pojawili się zwykli ludzie z puszką i sercem.

Dlatego właśnie orkiestra tak bardzo drażni populistów. Bo pokazuje, że wspólnota może działać bez zgody władzy, a pomoc może być apolityczna. A to dla każdego systemu opartego na kontroli i podziale jest nie do zniesienia.

Na końcu zostaje prosty wybór.

Albo stoimy po stronie respiratora, który ratuje życie — niezależnie od poglądów. Albo po stronie cynizmu, który liczy punkty polityczne przy łóżku chorego dziecka.

I historia już wiele razy pokazała, kto w takim sporze naprawdę przegrywa.

Lista pytań do tych, którzy „rzekomo pomagają”

Gdzie są konkretne wykazy sprzętu medycznego zakupionego przez fundacje, które prezydent i media prawicowe promują jako „lepszą alternatywę” dla WOŚP?

Ile nowoczesnych oddziałów szpitalnych w Polsce funkcjonuje dziś bez ani jednego urządzenia z logiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy?

Z czego wynika strach władzy przed oddolną inicjatywą obywatelską, która od 30 lat ratuje system ochrony zdrowia, niezależnie od tego, kto akurat zasiada w ławach rządowych?

Dlaczego miliardy z budżetu państwa płynęły na propagandę i utrzymanie instytutów o niejasnych celach, podczas gdy rodzice dzieci chorych na rzadkie choroby musiały liczyć na hojność darczyńców indywidualnych?

Czy prezydent Karol Nawrocki miałby odwagę stanąć na oddziale neonatologicznym i wskazać palcem sprzęt, który według jego światopoglądu jest „ideologicznie niewłaściwy”?

Kto tak naprawdę „podpala Polskę”: wolontariusz z puszką czy polityk, który z pomagania chorym dzieciom czyni temat zastępczy, by przykryć swoją nieudolność z czasów, gdy mógł działać aby zmniejszyć kryzys w służbie zdrowia?

myDemokracja_online >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz