Tomasz Lis – Prostytucja RP, 20.09.2026

 

Wśród rzeczy, których Polacy mogą mieć już szczerze powyżej uszu, jest chyba nieustanne gadanie o konstytucji, choć powinni wiedzieć, że już za chwilę w związku z dość nieuchronnym przełomem w sprawie Trubunału Konstytucyjnego, będzie tego gadania jeszcze więcej.

Irytacja Polaków jest poniekąd uzasadniona-o czym tu gadać w kraju, w którym ponad dekadę temu konstytucję wyrzucono de facto do śmietnika, w którym szef partii rządzącej kilka lat temu uczynił swoją kucharkę zwaną „odkryciem towarzyskim”, a obecnie (jeszcze) funkcję te zajmuje gość, który przez lata był prawą ręką ministra sprawiedliwości, obecnie podejrzewanego o kierowanie grupą przestępczą i złodziejstwo uciekiniera.

Szemrane typy, szemrana sprawa, słabo.

Polska do konstytucji szczęścia nie miała w zasadzie nigdy. Gdy przyjęto u nas wybitnie postępową jak na owe czasy konstytucję 3 maja, euforia szybo zgasła, bo państwo wchodziło akurat w fazę przedrozbiorowej agonii. Gdy po odzyskaniu niepodległości uchwalono w 1921 roku całkiem sensowną konstytucję marcową, już wkrótce szykujący się do przejęcia władzy w kraju marszałek pomstował na „konstytutę- peostytutę”, może nie na sam dokument, ale na polityków, którzy traktowali ją jak ścierę (sam był wśród nich). Konstytucja kwietniowa z roku 1935 była konstytucją kraju, w którym panowała dyktatura. A konstytucja PRL z 1952 roku była konstytucją dyktatury, do tego stalinowskiej. Ta konstytucja to już była lipa zupełna. Więcej autentyzmu miał zbudowany z okazji jej przyjęcia w stołecznej dzielnicy MDM, plac konstytucji. Podobnie jak konstytucja był socrealistyczny, ale jednak z elementami, inaczej niż konstytucja, realistycznymi.

Właśnie tej konstytucji uczono mnie na prawie konstytucyjnym na wydziale prawa UW, sprzedając nam jednak dyrdymały kompletne, na przykład o tym, że w kapitaliźmie jest demokracja formalna, tylko na papierze, a w socjalizmie jest materialna, czyli realna. Właśnie była druga połowa lat 80-tych, więc twierdzenie było wręcz absurdalnie idiotyczne.

Nasza III RP konstycji doczekała się już po dekadzie, ale już po następnej dekadzie doczekała się pierwszej próby podeptania jej, za tzw. pierwszego PiS-u nieskutecznej. Następna próba, z roku 2015 była już niestety całkiem udana. Jarosław Kaczyński od swego wykładowcy, stalinisty, profesora Ehrlicha, przyjął teorię prymatu państwa i władzy nad prawem, a do niszczenia konstytucji zabrał się profesjonalnie, od podeptania sądu konstytucyjnego, tak jak profesjonalny podpalacz zaczyna od wymontowania systemu alarmowego i bezpieczników.

Z konstytucją jest trochę jak z małżeństwem, nie jest gwarancją miłości, ale określa ramy współżycia, które, jeśli są szanowane, ułatwiają małżeństwu zachowanie trwałości.

Wszyscy znamy różne konstytucje. Mamy je w zakładach pracy i w szkołach, w ruchu drogowym i w ośrodkach wczasowych. Respektujemy je przecież nie tylko ze strachu przed konsekwencjami w razie ich złamania. Czujemy, że porządkują życie i liczymy, że bliźni uważają podobnie.

Jak umowy są sporządzane na trudne i czasy, tak i konstytucje są pisane, by uchronić państwa przed kłopotami. Ale nie zawsze jest to proste. Ojcowie założyciele USA chcieli uchronić kraj przed tyranią i przez prawie 250 lat im się to udawało. Nie przewidzieli jednak, że naród dobrowolnie odda władzę imbecylowi, oszustowi i kłamcy, który konstytucją niemal otwarcie gardzi. Ostatnio na konferencji prasowej zapytano Trumpa kto według niego będzie stał na czele kraju po roku 2028. Szczerze zdziwiony Trump zapytał: „a skąd wiesz, że nie będę kandydował?”. Z konstytucji, odpowiedział równie zdziwiony dziennikarz. Pewnie nie rozumiał, że Trump ma głęboko gdzieś konstytucyjne ograniczenie pełnienia funkcji prezydenta do dwóch kadencji.

Konstytucje zakładają pewien elementarny racjonalizm obywateli, ale ten coraz częściej jest abstrakcją. Amerykanie wybrali dwa razy Trumpa, a Brytyjczycy samobójczo głosowali za Brexitem. Wielka Brytania konstytucji nie ma, ma prawo obyczajowe, ale ani konstytucja ani jej brak nie jest gwarancją rozsądku wyborców.

Polską konstytucję napisali wspólnie Tadeusz Mazowiecki i Aleksander Kwaśniewski. Była ona dzieckiem dojrzałości i kompromisu. Ale zalety twórców, które umożliwiły jej przyjęcie, stały się jej swoistym przekleństwem. Twórcy nie przewidzieli, że najważniejszy polityk w kraju zechce konstytucję podeptać, a dwaj kolejni prezydenci przysięgając na nią, że będą ją respektować i chronić, notorycznie ją łamali. Drugi z nich czyni to codziennie. Całkiem ostentacyjnie.

Wkrótce obywatele z pomocą wybranych w tej kadencji sędziów Trybunał Konsrytucyjny po dekadzie zapewne odzyskają. Ale nie sądzę by był to koniec perturbacji. Ci, którzy chcą ją zakopać ostatecznie, nie odpuszczą, a klątwa budynku na ulicy Szucha będzie trwała, przecież nie dlatego, że przed pierwszą wojną było w nim oficerskie kasyno rosyjskich wojskowych. Może, jeśli Polska dojrzała nawet do konstytucji, to nie dojrzała jeszcze do szacunku dla niej. Niestety.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz