Tomasz Lis – POLAND CZYLI NO-LAND, 02.08.2026

 

W tym tygodniu mija rok od zaprzysiężenia Karola Nawrockiego na prezydenta, co oznacza, że mija też rok moich poszukiwań odpowiedzi na pytanie dlaczego 10 milionów Polaków na niego glosowało, w czym pomagały mi liczne rozmowy ze zwolennikami PiS, w tym kilkoma moimi sąsiadami (w centrum Warszawy znalezienie zwolenników PiS nie jest łatwe).

Powiedzmy sobie szczerze, ludzie nie glosowali na niego, bo umie robić pompki. Tym bardziej nie, bądźmy poważni- ze względu na wykształcenie, wiedzę, profesjonalizm, doświadczenie czy znajomość języków obcych.

Po roku poszukiwań doszedłem do wniosku, że ludzie glosowali na Nawrockiego, bo nie był Trzaskowskim ani kandydatem Tuska.

U nas nie ma PiS-u i PO. U nas jest przede wszystkim nie-KO i nie- Tusk, na co glosują jedni, i nie- PiS i nie- Kaczyński, na co głosują inni. W zeszłorocznych wyborach prezydenckich wygrał nie-kandydat Tuska, a w parlamentarnych trzy lata temu wygrał nie-PiS i nie-Kaczyński.

Jak wiadomo, gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie polityczne. Właśnie z jednego PiS-u zrobiły się dwa PiS-y. Wcześniej z jednej Konfederacji zrobiły się dwie Konfederacje, a niedawno z jednej partii Hołowni zrobiły się trzy Hołownie. W naszej polityce najczęstsze jest mnożenie przez podział. W tej sytuacji za anomalię można uznać fakt, że nie dzieli się KO, ale być może wynika to z prostego faktu, że w polityce najlepszym klejem jest po prostu władza. PiS u władzy też się przecież nie podzielił, choc państwo żarli się już ze sobą ostro.

W psychologii istnieje zjawisko zwane kontrarianizmem. Wielu ludzi jest z założenia na nie, bo tak lubi.

Kontrarianizm w Polsce to postawa nie tylko powszechna, ale i historycznie uzasadniona oraz zrozumiała. Najpierw przez setki lat rządzili u nas magnaci i bogata szlachta, którzy byli znienawidzeni, bo lud zasadniczo traktowali jak niewolników, podludzi i bydło. Potem rządzili z założenia znienawidzeni zaborcy, potem było 20 lat przerwy, z których demokracją była mniej niż dekada. Potem była wojna i znienawidzony okupant, a potem przynajmniej nielubiana komuna. Przez te wszystkie epoki bycie na nie, było nie tylko naturalne, ale i racjonalne. Potem, to pamiętamy, przyszła demokracja, o której Lech Wałęsa, nie wiadomo czy do końca żartobliwie powiedział: „miała być demokracja, a teraz każdy glosuje jak chce”.

W ostatnich dwóch dekadach nasze naturalne poniekąd umiłowanie podziałów i antagonizmów dostało gigantyczne wsparcie technologiczne. Internet szalenie ułatwia ludziom utwierdzanie się w swych poglądach i zamykanie się w swych bańkach. Następuje swoiste sprzężenie zwrotne, im jaśniej artykułujemy swe poglądy, tym więcej dostajemy sygnałów i impulsów potwierdzających, że nasze poglądy są słuszne, a poglądy innych niesłuszne. Jak ktos przez przypadek do którejś z politycznych drużyn jeszcze nie należał, to z pomocą Facebooka czy X-a w niej wylądował. Mostu łączącego obie grupy praktycznie nie ma, a gdyby przez przypadek się pojawił, to obie strony postarają się by spłonął.

Bycie na nie z pomocą internetu zostało więc wzmocnione, utrwalone, usankcjonowane, a nawet zinstytucjonalizowane. I PiS i PO, to przy wszystkich różnicach po prostu środki wyrazu naszego polskiego nie-sizmu.

Oczywiście bywają w życiu naszego narodu momenty, gdy dosc gremialnie mówimy „tak”, ale po pierwsze nie zawsze z korzyścią dla nas samych, po drugie zwykle jest to krótkotrwałe.

Decyzja o rozpoczęciu Powstania Warszawskiego poczatkowo wywołała entuzjazm, bo ludzie chcieli bić Niemca, ale sama decyzja, niezależnie od mitu i bezprzykładnego i bezdyskusyjnego bohaterstwa powstańców, przyniosła narodowi największą polityczną, militarną i humanitarną katastrofę w historii, utratę stolicy, elity i bezcennych dóbr kultury, bez osiągnięcia żadnego z zakładanych celów. Po dwóch tygodniach powstania większość cywilnej ludności miasta powstanie i powstańców przeklinała, co doskonale w ” Pamiętniku z powstania warszawskiego” opisał Miron Białoszewski.

Do Solidarności w kilka miesięcy zapisało się w 1980 i 81 roku 10 mln Polaków, ale już po roku, co pokazał zjazd w Gdańsku, wszyscy się w związku żarli, cud boski, że w 89 roku dowiozła ona Polsce wolność.

Bycie na „tak” nie zawsze więc sprawdza się u nas lepiej niż bycie „na nie”. Czasem więc nasza No-land nie jest więc taka zła.

Bycie ” na nie” nie przejdzie nam ani jutro, ani pojutrze ani pewnie nigdy. I ok. Żyliśmy z tym tak długo, to jeszcze pożyjemy. Powinniśmy więc tylko zadbać o to, by nasz nie-sizm artykułować w cywilizowany sposób, z zachowaniem szacunku dla oponentów i adwersarzy. To w naszej kochanej ojczyźnie No-land w zasadzie powinno wystarczyć.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz