Tomasz Lis - FIFA, MESSI, IGA, DARIA, 12.07.2026

 

Najpierw disclaimer dla czytelniczek. Mimo, że to tekst w większości o sporcie, to wcale nie tylko dla mężczyzn. Zresztą, jak wykazały moje badania terenowe, mistrzostwa świata w piłce mają moc zamazywania różnic między płciami- bardzo wiele kobiet, może nie tak obsesyjnie jak ich ojcowie, mężowie, bracia i synowie, śledzi mistrzostwa, wie komu idzie, a kto odpadł, kto ma szanse na mistrzstwo, a kto już nie.

Teraz a propos tytułu- co łączy argentyńskiego piłkarza, Leo Messiego z naszą Igą Świątek. Dość sporo- oboje to wybitni sportowcy. Ale ostatnio o wiele więcej dzieli. Najbardziej to, że światowa organizacja piłki nożnej, FIFA, pilnuje żeby Messi nie przegrał i zdobył mistrzostwo. Messi, krótko mówiąc, nie ma prawa przegrać, Iga zaś nie ma sił żeby wygrać. Dlaczego, o tym dalej.

FIFA dość ostentacyjnie robi wszystko, żeby Argentyna doszła do finslu i go wygrała. Ktoś powie, że jako zdeklarowany kibic Realu Madryt, po prostu źle życzę Messiemu, największej gwieździe w historii Barcelony. Oczywiście, mam z Leo swoje porachunki, wydałem sporo pieniędzy na wyjazdy do Madrytu i mecze Real Barcelona, gdzie regularnie, zwykle boleśnie upokarzał mój ukochany klub. Ale za bardzo kocham piłkę, by odmawiać Messiemu oczywistej wielkości. Poza tym od 40 lat i tryumfu największego według mnie piłkarza w historii, Diego Maradony, kibicuję Argentynie. Lubię tę poskromioną przez europejski pomysł na grę latynoską pasję. Do tego, już w czasie mistrzostw, islamiści różnej maski zaczęli kampanię przeciw Messiemu, nazywając go syjonistą, miłośnikiem Izraela i premiera Netanyahu, co moje wsparcie dla Argentyny wyłącznie wzmocniło. I nie jest to tylko konstrukt na potrzeby tego tekstu. Można zerknąć na moim kanale na YouTube na mój komentarz w przeddzień mistrzostw, który wręcz demonstracyjnie wygłaszam w koszulce reprezentacji Argentyny i jasno deklaruję, że właśnie jej i Messiemu kibicuję. Więc tu sprawa jest jasna, ale to nie tylko i nie przede wszystkim kwestia sympatii. Jak mówił Arystoteles: „Amicus Plato, sed magia amica veritas” Platon jest moim przyjacielem, ale większym przyjacielem jest prawda”. Czyli mogę sobie kibicować Argentynie i Messiemu, co nie znaczy, że nie widzę jak bezwstydnie są holowani w walce o tytuł. W drodze do półfinału, absolutny ewenement, nie zagrali z żadnym rywalem z pierwszej dziesiątki rankingu FIFA, sędziowie co i rusz dają Argentynie, a więc Messiemu, karne za nawet wątpliwe faule, a jego niewątpliwe faule, nawet te, po których z czerwoną kartką powinien wylecieć z boiska, po prostu ignorują. Wygląda to coraz bardziej nie na uczciwą rywalizację, ale na cyrk.

To dość brutalny cios zadany mistrzostwom i samej idei sportu. Przyzwyczailiśmy się w życiu oglądać tryumfy oszustów, cwaniaków, cyników i kłamców, w polityce i nie tylko. Ale kochamy sport także dlatego, że zwykliśmy go uważać za swoiste sanktuarium, w którym elementarne reguły uczciwości i fair play jednak obowiązują.  Tymczasem widzimy, że na największej globalnej imprezie sportowej na świecie są w dość bezczelny sposób łamane. Mit się wali, złudzenia idą w diabły. Stąd oburzenie sporej części nie tylko sportowego świata.

Podczas gdy Messiemu nie dają przegrać, naszej Idze „nie pozwalają” wygrać. Lud w coraz większym stopniu zdaje się wierzyć, że za jej ostatnie niepowodzenia w największym stopniu odpowiada jej psycholożka, Daria Abramowicz. Abramowicz została obsadzona w roli czarnego charakteru i toczy się przeciw niej absolutnie bezpardonowa kampania. Już dziś psycholożka Igi wydaje się najbardziej znienawidzoną postacią polskiego sportu. Wypisuje się o niej w internecie rzeczy wybitnie paskudne, których nie będę tu cytował, bo nie wypada. Mamy do czynienia z czymś, co w serialach nazywa się character assasination, czyli unicestwienie postaci, na przykład w M jak miłość Małgorzata Kożuchowska ląduje samochodem w morzu kartonów, a w życiu polega na linczu i prowadzonym z premedytacją dewastowaniu czyjegoś wizerunku, reputacji i dobrego imienia.

Według mnie, paradoksalnie, za hejt na Darii w dużym stopniu odpowiada sama Iga. Zepsuła nas i rozbestwiła w czasie, gdy rywalki dosłownie zdmuchiwała z kortu. Stała się naszą dopaminą (albo dopaIgą), narodowym hormonem szczęścia, środkiem na poprawę nastroju. Gdy dopamina zniknęła, trzeba było znaleźć kozła ofiarnego. Tu pani Daria nadawała się idealnie. Nie będę odstawiał tu Pudelka i spekulował jaki jest rodzaj relacji między paniami. To ich sprawa.

Co nie zmienia faktu, że medialna ekspozycja pani Darii, jest dominująca pozycja w sztabie Igi, jest zdecydowanie ponad standardy przyjęte w świecie sportu, a w świecie psychologii tym bardziej.

W firmie pod nazwą Iga Świątek decyzje podejmuje oczywiście sama Iga, ale nie ma absolutnej pewności czy jest je w stanie podejmować naprawdę samodzielnie. Oczywiście jest sprawą Igi co jest dla niej w życiu najważniejsze. Jeśli sport i kariera, należy jej życzyć powrotu na właściwą ścieżkę. Jeśli wcale nie sport, to należy
to uszanować i życzyć jej powodzenia. To nie nasze życie, ale jej.

Oczywiście pojawia się pytanie czy lepsza jest sytuacja Messiego, którego ciągną za uszy żeby nie przegrał czy Igi, którą ściągają za nogi. Według mnie jednak Igi. Przynajmniej przegrywa o własnych siłach.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz