Tomasz Lis – DOKĄD WIOSŁUJĄ POLACY? 19.07.2026

 

Od kilku lat dość powszechnie zadajemy naturalne w naszych czasach i przy naszym położeniu geograficznym pytanie- czy jesteśmy bezpieczni i czy Ruscy nas nie zaatakują. Da Bóg nie, ale i tak toczy się już u nas teraz swoista wojna, nie o państwo, niepodległość czy wolność, ale nie mniej ważna i niekoniecznie łatwiejsza- wojna o duszę narodu.

W 1979 roku w muzeum narodowym w Krakowie zaprezentowano cieszącą się ogromną popularnością wystawę „Polaków portret własny”. Chwilę wcześniej Polak został papieżem, kilka chwil później urodziła się Solidarność i wystawa stała się pretekstem do zadania kilku ważnych pytań – skąd jesteśmy, jacy jesteśmy, dokąd zmierzamy.

Gdy dziś słyszymy o aktach wrogości wobec Ukraińców, szczególnie wobec kobiet czy dzieci, w Żabkach czy w autobusie, musimy zadać sobie ważne pytania. Nie o
Ukraińców w Polsce, ale o nas samych.

Dlaczego tak łatwo wzbudzić w tak wielu z nas niechęć do innych, szczególnie słabszych. Dlaczego ulegamy prymitywnemu szczuciu? Dlaczego tak często i tak łatwo widząc zło odwracamy głowy, zachowując pseudonaturalność i obojętność. Jak powiedział więzień Auschwitz, laureat Nobla, Elie Wiesel, obojętność i neutralność są zawsze opowiedzeniem się po stronie kata, a nie ofiary.

Otóż pragnę Polski, która zawsze staje po stronie słabszych i potrzebujących, nie po
stronie nienawidzących i szczujących.

Bardzo ważne jest to jaką twarz pokazujemy światu i sobie. Twarz solidarności, dobroci, człowieczeństwa i altruizmu czy wykrzywioną nienawiścią mordę wypluwającą epitety pod adresem ukraińskiej sprzedawczyni w Żabce czy
ukraińskiej dziewczynki w autobusie. Jest wspaniałe gdy jest to twarz jaką widzimy w dniu gdy gra orkiestra Owsiaka i trwa zbiórka Łatwoganga, a szczególnie gdy jest to twarz ludzi masowo zapraszających do swych domów uciekających przed wojną Ukraińców. Nasi nacjonaliści lubią powtarzać ” jestem Polakiem i mam obowiązki polskie”. Ja wolę mówić „jestem człowiekiem i mam obowiązki ludzkie”. W kraju, w którym wymyślono hasło ” za wolność naszą i waszą”, której synowie zawsze walczyli po stronie wolności i za nią ginęli, w kraju który wymyślił Solidarność, te ludzkie obowiązki są naturalne, oczywiste i nie do zignorowania. W kraju uwielbianego u nas Jana Pawła Drugiego pewne rzeczy nie mogą mieć miejsca. Papież mówił „Nie lękajcie się otworzyć drzwi Chrystusowi”. Ja dodałbym nie sprzeczny z jego przesłaniem apel „nie lękajcie się być dobrymi ludźmi”

Tak, twarz jest ważna, nie tylko z powodów wizerunkowych. Cały świat przed chwilą zachwycał się norweskimi piłkarzami i kibicami, świetnie się bawiącymi na mistrzostwach świata. Wiosłującymi , życzliwymi i uśmiechniętymi. Dla wizerunku swojego kraju zrobili cos za co wielkim agencjom PR-owskim należałoby zapłacić grube miliony. I zrobili to skuteczniej.

Świat lubi i podziwia twarz Polski walczącej o wolność, solidarnej, lojalnej wobec przyjaciół i gotowej nieść pomóc innym, słabszym. Nigdy nie polubi Polski z twarzą nacjonalisty, ksenofoba i rasisty.

Jarosław Kaczyński powiedział kilka lat temu, że „Albo Polska będzie katolicka albo żadna”. Ja katolickiej tradycji i katolickiej tożsamości naszego kraju i narodu nie podważam. Nie przez przypadek przywołałem tu naszego papieża. Ale słowa prezesa Kaczyńskiego pozwolę sobie jednak sparafrazować:” albo Polska będzie chrześcijańska albo straszna”. Nie ostentacyjnie religijna, ale naprawdę chrześcijańska. Dumna godnością. Silna tolerancją i szacunkiem dla innych.
Polska odważna odwagą dumnego, wysoko latającego orła, a nie skuloną i bez powodu wystraszoną Polską zajęczego serca, która nie lubi obcych i boi się kobiet oraz dzieci. Z nimi chce wojować nasza husaria?
Serio?

To kim ma być i jaki ma być ten Polak, ten porządny człowiek z ojczyzny mojej? Warto tu przwołac fragment pięknego wiersza Antoniego Słonimskiego „Ten jest z ojczyzny mojej „Ten co o własnym kraju zapomina, jak krwią opływa naród czeski, bratem się czuje Jugosłowianinem, Norwegiem, kiedy cierpi lud norweski (…)
Ten, który wszystkim serce swe otwiera, ten jest z ojczyzny mojej. Jest człowiekiem”. Właśnie. Tyle. Aż tyle.

Gdy 1992 roku pojechałem na studia do Nowego Orlenu na wielu samochodach na uniwersyteckim parkingu widziałem nalepki „Celebrate diversity”, celebruj różnorodność, ciesz się nią. Na początku myślałem, że to jakieś hasło politycznej poprawności. Po jakimś czasie zrozumiałem, co było łatwe i naturalne. Uniwersytet Loyola był jezuicki, czarnoskórych, jak to w Luizjanie było sporo, Latynosów też. Za płotem był sąsiadujący z Loyolą uniwersytet Tulane, nazywany żydowskim uniwersytetem południa. Różnorodność była tam faktem. Tlenem.

My Polacy musimy celebrować różnorodność, nie ulegać złu, strachowi i małostkowości. I sądzę, że czytelnik Angory, tak jak go sobie wyobrażam,
jest dobrym adresatem tego apelu. Nie dlatego, że jest z nim coś nie tak. Przeciwnie. Dlatego, że nie jest zacietrzewiony i sfanatyzowany, ale posługuje się tym co nazywane jest zdrowym rozsądkiem.

Pytanie: „dokąd wiosłują Polacy” jest bardzo ważne. To my na nie musimy odpowiedzieć. Jeśli chcemy ocalić duszę.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz