Tomasz Lis – CHWAŁA POKONANYM, 31.05.2026

 

70 lat po pierwszym Cudzie nad Wisłą, gdy Polska obroniła się przed bolszewikami, doszło do kolejnego cudu nad Wisłą, gdy po pół wieku Polska pogoniła bolszewików, czego 37 rocznicę będziemy obchodzili za kilka dni.

Urodzony w Polsce założyciel państwa Izrael, David Ben-Gurion powiedział kiedyś, że kto nie wierzy w cuda nie jest realistą, co może się odnosić i do Izraela i do Polski. U nas w 89 roku i w następnych latach okazało się przy okazji, że nie tylko nieszczęścia, ale i cuda chodzą parami.

Po cudzie 4 czerwca 89 roku, nastąpił cud budowy nowej Polski, oraz związany z nim cud gospodarczy. Wszystko razem złożyło się na największy sukces Polski i Polaków w historii.
Legenda 4 czerwca jest mi bardzo bliska, a przypomina mi o niej codziennie słynny plakat wyborczy Solidarności z tamtego czasu, który wisi u mnie w korytarzu. Nowa Polska dawała niewyobrażalne kilka chwil wcześniej szanse, z czego sam skwapliwie skorzystałem.

Za kilka dni przy okazji rocznicy wyborów znowu usłyszymy o wielkim tryumfie Solidarności oraz klęsce komunistów, co jest prawdą, ale tylko częściową. Ordynacja wyborcza sprawiła, że pod względem liczby mandatów, w sejmie, a szczególnie w senacie, PZPR poniosła klęskę. Ale obóz władzy uzyskał wtedy miliony głosów co pokazało, że po 45 latach PRL, zaplecze społeczne tamtego ustroju było całkiem silne.

I tu kolejny cud. Choć komunizm przegrał, ludzie tamtego ustroju wnieśli ogromny wkład w monumentalny sukces ustroju nowego. Tu należy pochylić nisko głowę głowę przed Tadeuszem Mazowieckim. Jego „gruba kreska” była aktem niezwykłej politycznej mądrości. Polska przechodziła wtedy rewolucję, a rewolucyjnym standardem jest, co pokazały rewolucje we Francji i w Rosji, że ludzie anciene regime’u zwykle spychani są na margines, a często funduje im się gilotynę lub pluton egzekucyjny. Mazowiecki rozumiał, że Polska potrzebuje talentów, pracy, lojalności i zaangażowania milionów byłych członków PZPR i ich rodzin, a nie milionów frustratów, którzy nowe państwo uznają za wroga i zagrożenie. Podał im rękę i zbudował im kładkę do nowej Polski, co oni wspaniałe odwzajemnili i wykorzystali, dając jej lojalnosc i swe talenty. Gdy ludzie opozycji organizowali strajki i drukowali ulotki, ludzie PZPR uczyli się władzy i rządzenia, także na zagranicznych stypendiach. Nie bagatelizuję pierwszego i nie przeceniam drugiego. Dzięki pierwszemu owoce mogło wydać to drugie. Bez odwagi i nadziei nie dostałyby swej szansy pragmatyzm i kompetencje.

A propos lojalności wobec nowego ustroju, dobre słowo należy się pierwszemu prezydentowi po 89 roku, Wojciechowi Jaruzelskiemu. Nie był nigdy bohaterem mojej bajki, ale wtedy stanął na wysokości zadania. Miał dać poczucie bezpieczeństwa przed pożarem krwawej rewolucji Związkowi Radzieckiemu, panować nad partyjnym aktywem i ludźmi resortów siłowych oraz nie przeszkadzać. I dokładnie to zrobił. A jak bardzo mający złą wolę prezydent może przeszkadzać widzimy teraz.

Po prezydenturze Jaruzelskiego przyszła nieunikniona historycznie prezydentura lidera wielkiego wolnościowego i społecznego ruchu Solidarności, Lecha Wałęsy. Zaraz potem do władzy wrócili ci, którzy kilka lat wcześniej ją stracili, a przynajmniej straciła władzę ich partia.
Wrócili postkomuniści. Prezydentem został Aleksander Kwaśniewski, premierami zaś Józef Oleksy, Włodzimierz Cimoszewicz, a potem Leszek Miller i Marek Belka. Nie próbowali wracać tego co odeszło. Razem z Polską szli naprzód. Niczego nie zburzyli, dali państwu ciągłość i jasny kierunek. Pomogli Polsce osiągnąć najważniejsze, historyczne cele. Czy ktoś wyobraża sobie wejście do NATO bez Kwaśniewskiego i Millera, wejście do UE bez Kwaśniewskiego, Millera i Oleksego? Czy rynkowe reformy udałoby się bez Balcerowicza, Kołodki, Borowskiego i Belki? Trzy razy NIE! Ja naprawdę nie podważam ani tryumfu obozu Solidarności ani gigantycznych osiągnięć ojców założycieli nowego ustroju, Wałęsy i Mazowieckiego, Geremka, Kuronia i Michnika. Przeciwnie. Polska potrzebowała i jednych i drugich. Jedni i drudzy byli absolutnie niezbędni. Legenda może trwać i nawet trzeba ją pielęgnować, ale uczciwość każe dostrzegać pełen obraz.

To Eliza Orzeszkowa (moda na niesłuszne lekceważenie jej chyba w szkołach nie minęła) spopularyzowała tytułem swej noweli hasło Gloria victis, chwała zwyciężonym. Orzeszkowa pisała o bohaterach Powstania Styczniowego, ja piszę o bohaterach transformacji. Władza, od której zaczynali przegrała, ale oni wolnej Polsce pozwolili wygrać. Stąd tytuł mojego felietonu „Chwała pokonanym”, a nie „Wała pokonanym”.

Felieton Tomasza Lisa >>>


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz