Tytuł mógł u wielu z Państwa wzbudzić zdziwienie, więc śpieszę z deklaracją, że nie lubię żurku, zdecydowanie wolę rosół, flaki, grochówkę i krupnik, za to lubię i popieram Żurka. Zgaduję, że wielu ludzi z PIS ma dokładnie odwrotnie.
Mieszkam w samym środku trójkąta, w którym rozstrzygną się w najbliższych latach losy Polski. 200 metrów od domu centrum decyzyjne Polski, czyli kancelaria premiera. Za rogiem siedziba Prokuratury Okręgowej, przed którą regularnie widzę przesłuchiwanych zaraz po albo tuż przed, polityków PiS. 300 metrów ode mnie siedziba Trybunału Konstytucyjnego, w którym mogą się rozstrzygnąć losy polskiej praworządności. A więc baza Tuska, epicentrum rozliczeń i bastion PiS-owskiego bezprawia, taki jest nasz/ mój/ polski Trójkąt Bermudzki.
Z góry wyznam, bo to tu ważne, że jestem konserwatystą i nie lubię rewolucji. Uważam, że rewolucje, nawet jeśli historycznie uzasadnione, przynoszą zwykle więcej złego niż dobrego. Gilotyna i plutony egzekucyjne, czego dowiodły rewolucje, francuska i bolszewicka, działają bezmyślnie plus ryczałtowo i częściej są narzędziem przemocy niż sprawiedliwości.
W 89 roku w Polsce też nie chciałem rewolucji i krwawej łaźni. Uważałem, że Polska potrzebuje spójności społecznej i harmonii, a młoda demokracja potrzebuje dobrej woli wszystkich i każdej pary rąk, a nie zemsty pod hasłem „a na drzewach zamiast liści..”. To podejście wydawało się tym bardziej sensowne, że byli członkowie PZPR nie chcieli nowej władzy wkładać kija w szprychy. Byli lojalni i pokorni, marzyli tylko o tym, by w tej nowej Polsce uzyskać prawo obywatelstwa. Uzyskali. I dobrze.
W przeciwieństwie do byłych komunistów, w PiS-owcach, po 8 latach ich katastrofalnych rządów, nie widziałem grama poczucia winy, skruchy i prośby o wybaczenie. Pamiętam zaś dobrze, że warunkiem rozgrzeszenia jest żal za grzechy. Mówimy „za wszystkie grzechy żałuję, a Ciebie ojcze proszę o rozgrzeszenie”. PiS-owcy nie przepraszali i nie prosili. Grama żalu, zamiast tego buta, bezczelność i ostentacyjnie manifestowane poczucia „że guzik nam zrobicie”.
W czasach PiS-u, w moim Trójkącie Bermudzkim, w knajpie o metaforycznie brzmiącej w tym tekście nazwie „Być może” uzgadnialiśmy z byłym ministrem, a teraz europosłem Bartłomiejem Sienkiewiczem, nie plan zemsty na PiS-owcach, ale plan budowy dla ludzi PiS specjalnej kładki, po której potępiwszy wcześniej błędy i ekscesy PIS, przeszliby do znowu już demokratycznej Polski. Koncept upadł, ośmielam się uważać, nie dlatego, że był głupi, ale dlatego, że nie było chętnych do bicia się w piersi i odcinania się od nawet najbardziej oczywistych patologii epoki PiS.
W ludziach PiS były tylko nadzieja na bezkarność i pragnienie powrotu do władzy oraz zemstę na sterydach.
Teraz, od lat, uważam, że Polska potrzebuje twardych rozliczeń, bez żadnego patyczkowania się (słychać wycie? – znakomicie) oraz bezwzględnego przywrócenia fundamentów państwa prawa. Nie dlatego, by „gwałt się gwałtem odciskał”, nie w imię zasady „oko za oko, ząb za ząb”, ale w imię- tak- prawa i sprawiedliwości.
Bez potępienia grzechu, cnota traci rację bytu. Bez ukarania przestępstwa sprawiedliwość kona. Łagodność wobec złoczyńcy jest niesprawiedliwością wobec ofiary. Zwycięstwo relatywizmu to klęska moralności. Relatywizacja prawdy i zasad, to prosta droga do piekła. Potem jest już jak u Dantego: „Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate”, porzućcie wszelką nadzieję, ci, którzy tu wchodzicie.
Jeśli Polska ma być poważnym i szanowanym państwem, także przez swych obywateli, to zasad nie można unieważniać, trzeba je bezwzględnie honorować. Szczególnie w kraju, w którym rządzący przez lata zachowywali się jak okupanci i najeźdźcy, którzy plądrują i niszczą.
W tym państwie prokuratorem generalnym był złodziej, a teraz uciekinier. W tym kraju szefem Trybunału konstytucyjnego była jego prawa ręka, jego polityczna partia zaś była gangiem złodziei. Śledztwa w sprawie grzechów tej władzy skręcano, a ich akta chowano w garażu jednego z najwierniejszych prokuratorów, akurat z Lublina.
Ja takiej Polski nie chcę, ja na taką Polskę nie zgodzę się nigdy, a piszę to jako ktoś sprawujący najwyższą funkcję w demokratycznym państwie, funkcję obywatela.
I uważam, że nie ma co się cackać, ludzie odpowiedzialni za to polityczne i moralne szambo muszą ponieść odpowiedzialność, jeśli Polska ma być Polską, a nie żałosnym i pogardzanym burdelem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz